BAJKA O CHMURCE PUSZKU, KTÓRA BYŁA CIĘŻSZA NIŻ WYGLĄDAŁA

Na błękitnym niebie, tam gdzie wiatr tańczy z promieniami słońca, mieszkała sobie mała chmurka imieniem Puszek. Była biała, mięciutka i wyglądała tak, jakby ktoś uformował ją z waty cukrowej. Lubiła dryfować po niebie, zmieniać kształty i bawić się w zgadywanki z dziećmi, które patrzyły na nią z dołu.

– O! Ta wygląda jak króliczek! – wołał Staś.
– Nie, jak serduszko! – śmiała się Zosia.

Puszek rumienił się od słońca i czuł się szczęśliwy. Lubił, kiedy ktoś go zauważał. Czasem przysiadał na chwilę nad łąką, żeby popatrzeć, jak motyle unoszą się nad kwiatami, albo jak bociany uczą swoje pisklęta latania.

Pewnego dnia jednak Puszek podsłuchał coś, co bardzo go zdziwiło. Na dole, przy stawie, rozmawiały dzieci:

– Ciekawe, ile taka chmurka waży?
– Pewnie nic! Przecież leci w powietrzu!

Puszek aż się zatrząsł z oburzenia.
– Nic?! Ja nic nie ważę?! – zagrzmiał oburzony, choć zamiast grzmotu wyszło mu ciche „pufff!”.

Postanowił więc to sprawdzić. Przeleciał do starszej chmury, która wyglądała jak dostojny staruszek z brodą z mgły – to był Pan Nimbus, najstarszy w całym niebie.

– Panie Nimbusie, czy ja naprawdę nic nie ważę? – zapytał z powagą.

Stary Nimbus spojrzał na niego spod ciężkich, szarych brwi i uśmiechnął się łagodnie.
– Oj, Puszku, ty maleńki obłoczku… Gdybyś tylko wiedział! W twoim wnętrzu jest tyle kropelek wody, że mógłbyś napełnić nimi tysiące wanien!

Puszek aż się rozpłaszczył z wrażenia.
– Ale… przecież jestem taki lekki! Leciutki! Słońce się do mnie uśmiecha, wiatr mnie nosi, ptaki przelatują przez środek!

– To prawda – odparł Nimbus. – Jesteś lekki dla oka, ale ciężki w rzeczywistości. Widzisz, każda chmurka składa się z miliardów maleńkich kropelek wody. Każda z nich jest jak maleńki klejnot. Sama nic nie znaczy, ale razem… razem jesteście potęgą!

Puszek zamilkł. Spojrzał w dół, na lasy i rzeki, i nagle poczuł się trochę większy niż zwykle.
– A ile ja tak naprawdę ważę? – zapytał cicho.

Nimbus zaśmiał się grzmiącym głosem.
– Ty, mój drogi, ważyłbyś tyle co sto słoni afrykańskich!

Puszek aż się roześmiał, a jego brzegi rozjarzyły się złotem od zachodzącego słońca.
– Sto słoni! Ja?! Aż tyle?!

– Tak – potwierdził Nimbus. – Ale pamiętaj, to nie ciężar czyni cię wyjątkowym. To, że jesteś lekki dla oka, a niesiesz w sobie tyle siły, to prawdziwa magia. Bo siła nie zawsze musi być widoczna.

Puszek pomyślał chwilę. Może naprawdę nie trzeba być ogromnym, żeby być ważnym. Przecież to on, mała chmurka, przynosi cień, kiedy słońce parzy. To on gromadzi w sobie wodę, z której potem spadają krople deszczu i dają życie kwiatom.

Wiatr przyszedł i porwał go wyżej, w stronę różowiejącego nieba.
– No chodź, Puszku, czas w drogę! – zawołał.

Chmurka roześmiała się lekko i poleciała dalej, tańcząc nad polami i jeziorami. Wiedziała już, że nawet coś, co wygląda jak puszek, może być potężne i ważne.

A gdy tego wieczoru dzieci leżały na trawie i patrzyły w niebo, jedna z dziewczynek powiedziała:
– Zobacz, ta chmurka wygląda jak króliczek!
– Nie – odpowiedział chłopiec z uśmiechem – to Puszek, najcięższa chmurka na świecie. Ale nie mów mu tego, bo się zawstydzi.

I wtedy, jak na znak, Puszek zasłonił słońce na krótką chwilę, jakby naprawdę się zarumienił.