BAJKA O PIŁCE, KTÓRA NIE MOGŁA SAMA SIĘ RUSZYĆ
Dawno, dawno temu, na zielonej łące mieszkała sobie piłka. Była okrągła, kolorowa i bardzo dumna ze swojego kształtu. Codziennie obserwowała chmury płynące po niebie, trawy kołyszące się na wietrze i dzieci, które biegały wokół niej.
– Dlaczego one tak pędzą? – zastanawiała się piłka. – A ja wciąż leżę w tym samym miejscu?
Pewnego dnia podeszła do niej mała biedronka i spytała:
– Piłeczko, czemu siedzisz tu tak nieruchomo? Nie chcesz się turlać?
Piłka westchnęła. – Och, ja bym bardzo chciała, ale nie potrafię. Nie ruszę się, dopóki nikt mnie nie popchnie.

I rzeczywiście – piłka leżała i leżała, a wokół niej zmieniał się cały świat. Pewnego dnia na łące bawiły się dzieci. Nagle nadbiegł chłopiec i lekko ją kopnął, piłka potoczyła się z radością. Toczyła się i toczyła, aż w końcu trawa i ziemia zaczęły ją hamować, aż zatrzymała się znowu.
– Widzisz? – powiedziała piłka do biedronki. – Kiedy ktoś mnie poruszy, to jadę dalej i dalej, dopóki coś mnie nie zatrzyma. Ale sama z siebie nie zacznę tańca po łące.
Biedronka zamyśliła się i odpowiedziała:
– To bardzo ciekawa zasada! Wygląda na to, że wszystkie rzeczy w świecie działają tak jak ty. Jeśli coś leży, będzie leżeć, dopóki ktoś tego nie ruszy. A jeśli coś jedzie, będzie jechać dalej, dopóki coś go nie zatrzyma.
Piłka uśmiechnęła się szeroko. – Tak, to właśnie magia naszego świata. Tak już jest – i to się nazywa zasada bezwładności. To dlatego potrzebujemy nóg, żeby biegać, rąk, żeby popychać, i hamulców, żeby zatrzymywać rowery czy samochody.
Od tej pory biedronka opowiadała wszystkim spotkanym owadom, że nawet piłka zna wielką tajemnicę fizyki. A piłka? Była dumna, że może być nauczycielką – choć wciąż nie potrafiła ruszyć się sama, wiedziała już, że dzięki niej dzieci uczą się jednej z największych prawd o ruchu.

