CIEPŁEK I ZIMNY ZŁODZIEJ METALU

Pewnego mroźnego, grudniowego poranka mała Zosia wybiegła na podwórko. Chciała pobawić się na placu zabaw, który rankiem wyglądał jak pokryty srebrnym brokatem. Usiadła na drewnianej huśtawce — była chłodna, ale całkiem znośna. Ale kiedy chwyciła metalowe łańcuchy…

— Brrr! — aż podskoczyła. — Dlaczego to takie lodowate?!

Wtedy z jej dłoni wynurzył się mały stworek zrobiony z ciepłego, migoczącego światła. Miał okrągłe policzki i iskierki zamiast włosów.

— Jestem Ciepłek! — powiedział z dumą. — Jestem ciepłem z Twojego ciała. I mam problem!

Nagle z łańcucha zeskoczyła wysoka, srebrzysta postać. Była ostra, błyszcząca, a jej oczy migały jak zamarznięte gwiazdy.

— To ja! Zimny Złodziej Metalu! — krzyknął z triumfem. — Uwielbiam kraść ciepło! Kiedy tylko mnie dotkniesz, zabieram je błyskawicznie i dlatego wydaję się taki zimny!

Ciepłek spojrzał na niego groźnie.

— Oddaj mi choć trochę ciepła… Nie mogę tak szybko go oddawać!

Złodziej zaśmiał się dźwiękiem przypominającym stuk metalu o lód.

— Metal przewodzi ciepło znakomicie! To moja supermoc. Nie zatrzymuję ciepła — przekazuję je dalej, aż rozleci się po całym świecie!

W tym momencie z huśtawki podniósł się ziewający, miękki i puchaty stworek z liści, kory i sznurka.

— A ja jestem Śpioch Drewna… — przeciągnął się. — Mi nie chce się kraść ciepła. Trzymam je powoli, leniwie… Zanim ukradnę choć odrobinkę, Ty już niczego nie poczujesz.

Ciepłek podfrunął do Zosi i usiadł na jej dłoni.

— Teraz już wiesz! Metal szybko kradnie ciepło z Twoich dłoni, dlatego wydaje się zimny.
Drewno robi to powoli, dlatego wydaje się cieplejsze.

Zosia uśmiechnęła się, ubrała rękawiczki i spróbowała ponownie.

— Teraz możesz kraść ile chcesz — zawołała do Złodzieja Metalu.

— Zobaczymy! — zawołał, ale tym razem już nie był taki straszny.

Ciepłek usiadł jej na ramieniu, a Śpioch Drewna wrócił do drzemki.

A Zosia huśtała się aż do zachodu słońca, wiedząc już, że zimno to nie magia — tylko nauka z odrobiną wyobraźni.