JESIENNY PARK

W samym sercu miasta stał stary park. Latem był pełen życia — pachniał kwiatami, brzmiał śmiechem dzieci i śpiewem ptaków. Na każdym drzewie tańczyły liście – gęste, zielone i błyszczące.

Pewnego dnia, kiedy słońce wspinało się nad korony drzew, liście zaczęły jak co rano szeptać do siebie.

– Ach, jak cudownie dziś świeci słońce! – zawołał Klonik, liść z rozłożystego klonu.
– Czuję, że całe światło płynie przeze mnie! – dodała Brzózka, wiotka i delikatna jak piórko.
– Bo mamy w sobie chlorofil, moi drodzy – przypomniał mądrze Dąbek z potężnego dębu. – Dzięki niemu łapiemy słońce i pomagamy drzewu oddychać i rosnąć – I dzięki niemu mamy takie piękne zielone barwy.

Liście zaszeleściły radośnie, zgadzając się ze sobą.

Cały park mienił się różnymi odcieniami zieleni — od jasnozielonej brzozy po ciemnozielony buk. Było im dobrze. Czuły się potrzebne.

Ale pewnego poranka coś się zmieniło. Powietrze stało się chłodniejsze, a w trawie pojawiły się maleńkie kropelki rosy. Liście poczuły dreszcz.

– Brrr… zrobiło się zimno – zadrżała Brzózka.
– To pewnie jesień się zbliża – powiedział Klonik. – Czuję, że słońce wstaje coraz później.
– Hmm… czuję też, że chlorofilu mam jakby mniej – zamyślił się Dąbek.

Liście spojrzały po sobie.
Zielony blask powoli znikał, ustępując miejsca innym barwom, które dotąd były ukryte w ich wnętrzu.

Najpierw Brzózka stała się złota jak promień słońca. Klonik przybrał płaszcz w ognistych pomarańczach i czerwieniach. A Dąbek, dostojny jak zawsze, przyciemniał w stronę brązu. Obok nich Buka zaczęła błyszczeć miedzianym blaskiem.

– Ojej, jak ja wyglądam! – śmiała się Brzózka. – Jestem jak słońce w spódnicy!
– A ja jak zachód słońca! – dodał Klonik z dumą.
– To wszystko dlatego, że chlorofil znika – wyjaśnił spokojnie Dąbek. – Gdy robi się zimniej, drzewo go już nie potrzebuje, więc barwniki takie jak karoteny i antocyjany wreszcie mogą się pokazać.
– Więc to nie koniec… tylko przemiana – zamyśliła się Brzózka.

I wtedy z nieba spadł pierwszy, żółty liść. Potem drugi. I trzeci.
Park powoli pokrył się miękkim, kolorowym dywanem.

– Myślicie, że to już nasz koniec? – spytał cicho Klonik.
– Nie – odpowiedział Dąbek z uśmiechem. – To tylko nowy etap. Drzewo śpi zimą, a my odpoczywamy. Na wiosnę pojawią się nasi mali kuzyni — świeże, młode liście.
– To trochę tak, jakbyśmy oddawali światło dalej – powiedziała Brzózka.

Zrobiło się cicho. Wiatr tylko delikatnie kołysał kolorowym dywanem liści, a nad nimi świeciło jesienne słońce – ciepłe, mimo że jego promienie były coraz krótsze.

Park zasnął na zimę, ale gdzieś w korzeniach drzewa szeptały:
– Dziękujemy, liście. Odpoczywajcie spokojnie. Wrócimy razem, gdy znów przyjdzie wiosna.