ŚWIAT WEWNĄTRZ DIAMENTU.
Pewnego wieczoru tata przyniósł do domu mały, błyszczący kamień, który mienił się tysiącem światełek.
– To diament – powiedział uśmiechnięty tata. – Jeden z najtwardszych materiałów na świecie.
Zosia i Jaś spojrzeli po sobie z szeroko otwartymi oczami.
– A dlaczego jest taki twardy? – zapytał Jaś.
Tata usiadł z nimi przy stole.
– Wyobraźcie sobie, że każdy atom tego kamienia trzyma się bardzo, bardzo mocno z czterema innymi. Jakby wszyscy trzymali się za ręce, tworząc niesamowicie mocną sieć, której nic nie potrafi rozerwać.

– Jak super-łapki! – zawołała Zosia.
– Dokładnie – zaśmiał się tata. – Dlatego diament jest tak twardy, że można nim ciąć szkło, wiercić w skałach, a nawet używać go w specjalnych narzędziach. W jubilerstwie służy też do szlifowania innych kamieni, bo żaden nie jest twardszy od niego.
Dzieci słuchały, oczarowane. Zosia nie mogła oderwać wzroku od diamentu. Światła lampy odbijały się w nim jak gwiazdy w nocy.
Patrzyła… patrzyła… i nagle poczuła, jak robi się lekko senna…
Nagle znalazła się… w środku diamentu!

Szła ostrożnie po błyszczącej podłodze diamentu. Otaczały ją miliony maleńkich kuleczek z literką C. Wszystkie wyglądały jak małe, świetliste istoty. Jedna z nich podskoczyła do niej wesoło.
– Cześć! Jestem Karbo! – powiedział z uśmiechem. – Jestem atomem węgla.
A to są moi przyjaciele: Carla, Cezar i Ciri.
Każdy z nich trzymał się „za ręce” z czwórką innych.
– Dlaczego tak się trzymacie? – zapytała Zosia.
Karbo wyciągnął wolną rączkę (a właściwie: wolny „elektronikowy wypustek”).
– Bo razem jesteśmy silni. Gdy trzymamy się w taki sposób, tworzymy najbardziej wytrzymałą sieć na świecie. Zosia westchnęła z zachwytu.
– Ale jak tu trafiliście? Skąd się wzięliście?
Karbo zrobił się nagle bardzo dumny.
– Och! To długa historia! Chodź, pokażemy ci wszystko.
Zosia i czwórka atomowych przyjaciół ruszyli korytarzem z kryształowego światła.
Po drodze ściany zamieniły się w obrazy — jak wielkie hologramy.
Pierwszy obraz pokazywał ciemność, gorąco, głęboko pod ziemią.
– Tu zaczęło się nasze życie – powiedziała Carla.
– 150 kilometrów pod powierzchnią Ziemi, gdzie jest bardzo gorąco i panuje ogromne ciśnienie.
– Tak duże ciśnienie – dodał Cezar – że ściskało nas i ustawiało w idealną sieć.
Bez tego byśmy nie powstali.

Na drugim obrazie były widoczne wulkaniczne tunele i skały.
– Potem płynęliśmy ku powierzchni razem z gorącą magmą – wyjaśniła Ciri. – Niektóre z nas trafiły do głęboko ukrytych skał, inne… wypłynęły na powierzchnię podczas erupcji!
Zosia otworzyła usta.
– Czyli… jesteście kawałkiem Ziemi z jej wnętrza?
– Dokładnie! – uśmiechnął się Karbo.
Trzeci obraz pokazywał spadającą gwiazdę przecinającą nocne niebo.
– Ale to nie wszystko – dodał Cezar konspiracyjnym szeptem.
– Niektóre diamenty przybyły z kosmosu!
– Jak to? – zdziwiła się Zosia.
– W meteorytach! – wyjaśniła Carla. – Powstały w innych planetach i przybyły tutaj, gdy spadły na Ziemię.
Zosia patrzyła, jak bryłki skał spadają przez atmosferę, iskrząc w świetle gwiazd.
– Czyli… diament to trochę gwiazda, trochę Ziemia? – zapytała z zachwytem.
– Tak – odpowiedziały wszystkie atomy naraz. – Jesteśmy kryształową pamięcią wszechświata.
Nagle światło zaczęło migotać. Karbo ujął Zosię za rękę.
– Pamiętaj, Zosiu. To, co piękne, jest często ukryte głęboko. Diament nie zawsze błyszczał. Najpierw musiał przetrwać ciśnienie, ciemność i czas.
Światło rozmyło się jak para na szybie…
Zosia zamrugała… Obudziła się… Leżała w swoim łóżku. Diament stał na stole obok lampki. Tata poprawiał kołdrę, uśmiechając się ciepło.
– Miałam sen – powiedziała Zosia szeptem. – Byłam w środku diamentu. Widziałam atomy, które trzymały się za ręce.
Tata pogładził ją po głowie.
– To piękny sen. I wiesz co? Był też bardzo prawdziwy.
Zosia uśmiechnęła się szeroko. Bo teraz wiedziała nie tylko to jak, ale i dlaczego diament jest tak niezwykły.
A diament… błyszczał cichutko na stoliku, jakby mówił:
„Może odwiedzimy się znowu?”


