TAŃCZĄCE POWIETRZE

Było lato. Takie prawdziwe lato — takie, kiedy trawa jest złota, powietrze stoi w miejscu, a Słońce świeci tak mocno, jakby chciało opowiedzieć wszystkim swoją historię.

Na końcu małego miasteczka biegła długa, prosta droga. Zosia i Jaś szli nią, trzymając się za ręce i pstrykając kamyki na pobocze.

Nagle Zosia przystanęła.

— Zobacz, Jaś! — wskazała palcem daleko przed siebie.
— Droga… jakby się ruszała… jak fale na jeziorze!

Jaś zmrużył oczy.

— Faktycznie! Ale tu nie ma wody!

Wtedy ktoś cichy i bardzo delikatny szepnął:

— To ja. Powietrze.

Zosia rozejrzała się zdziwiona.

— Ty mówisz?

— O tak — zaśmiało się Powietrze. — Jesteście mną otoczeni od zawsze, tylko zwykle jestem niewidzialne i spokojne. Ale dziś jest gorąco. Bardzo gorąco.

Słońce, słysząc rozmowę, rozpromieniło się jeszcze mocniej.

— To moja sprawka! — zawołało wesoło. — Podgrzewam Drogę, aż staje się gorąca jak ogromna patelnia.

Droga westchnęła, cała rozgrzana i zmęczona.

— A ja od tego ciepła oddycham jak smok. Oddaję gorąco do góry — puf, puf! — i wtedy Powietrze tuż nade mną robi się cieplejsze niż Powietrze wyżej.

Powietrze potwierdziło:

— Kiedy jestem bardzo ciepłe, moje cząsteczki stają się lekkie i poruszają się szybciej. Wędruję wtedy w górę jak balon. A zimniejsze powietrze spływa pod mnie. I tak wciąż, i wciąż…

Zosia patrzyła szeroko otwartymi oczami.

— Czyli… cały czas płyńcie jak fale?

— Właśnie tak — zaśmiało się Powietrze. — I dlatego świat za mną wydaje się jakby drgał. Światło, które do was dociera, musi przechodzić przez te ruchome warstwy — i wy zaczynacie widzieć obraz trochę… powyginany.

— Dlatego droga wygląda jak woda! — zrozumiał Jaś.

Słońce uśmiechnęło się dumnie.

— Widzicie? Nawet rzeczy, których nie widać, mogą tworzyć piękne zjawiska.

Droga zaszeleściła rozgrzanymi kamykami:

— A ja… zawsze tu będę. Prostą, zwyczajną drogą — ale latem, jeśli tylko spojrzycie uważnie, pokażę wam, jak tańczy świat.

Zosia i Jaś usiedli na chwilę i patrzyli, jak powietrze faluje, drga i igra ze światłem.

— To wygląda jak magia — szepnęła Zosia.

— To jest nauka, która wygląda jak magia — odpowiedziało Powietrze.

I pomachało im delikatnie — jak podmuch letniego wiatru.